

Polecam lekturę Przemyśleń
Takie tam
W poszukiwaniu
Kto, jak nie Ty
O marzeniach
Ale mi ulżyło!
Z szacunkiem Panowie!
Porządki przed wakacjami
Zmiana
Jeden klocek fundamentu
Jeśli chcesz otrzymywać informację o nowych "Przemyśleniach" zapisz się na moją listę dystrybucyjną.
Ale mi ulżyło!
Rozczuliła mnie kiedyś koleżanka z pracy, która przez sam fakt podjęcia decyzji była tak szczęśliwa, że aż mi się zakręciły łzy w oczach.... W zasadzie jeszcze nic nie zrobiła, rzeczywistość się nie zmieniła, a jednak przyniosło jej to szczęście.
Podobny efekt obserwuję u siebie i u innych - przyjaciół, znajomych, rodziny.
Najbardziej niewygodnym stanem jest stan, kiedy chcemy coś zrobić i jesteśmy głęboko przekonani o słuszności tego wyboru, ale nasze przekonania, strach przed oceną innych, może strach przed odrzuceniem powstrzymują nas przed tym. Motamy się, jesteśmy rozdrażnieni, najmniejsza nawet iskra może spowodować wybuch, czasami wręcz doprowadzamy się do nieszczęścia...
Obserwuję to na codzień.
Moja przyjaciółka oddała córkę do żłobka, bardzo się martwiła tym, że córka nie mogła się przystosować, opiekunki narzekały, że płacze, że nie chce ani jeść ani spać. Jedyną alternatywą dla żłobka była opieka mamy, która nie za bardzo chciała etatowo opiekować się wnuczką. I któregoś razu zadzwoniła do mnie i powiedziała - Zdecydowałam się! Ale mi ulżyło! – Zabrałaś już małą ze żłobka? Przekonałaś mamę? Wymyśliłaś coś innego? – zapytałam
- NIE – odpowiedziała – podjęłam decyzję – zabieram ją ze żłobka.
I znowu – rzeczywistość się nie zmieniła, nic się jeszcze nie stało, a Ona już poczuła ulgę.
Znam takich, którzy trwają w stanie pomiędzy swoimi wartościami i przekonaniami (w artykule „Z szacunkiem panowie” wyjaśniam te terminy) przez wiele, wiele lat, skutecznie przekonując siebie i otoczenie, że decyzja nie należy do nich. Że to mąż, żona, córka, syn, szef, koleżanka, mama, tata powinni podjąć tę decyzję / zmienić się / itp. Stan ten jest skrajnie wyniszczający – wiem, sama przeszłam :-)). Jaką to uskrzydlającą ulgę poczułam, jak zdałam sobie sprawę, że przecież to JA DECYDUJĘ, to JA RZĄDZĘ swoim życiem. Mogę zrobić wszystko, na co tylko mam ochotę, mogę zrobić inaczej niż chcą znajomi, mogę zrobić coś, czego nie zaakceptują moi przyjaciele, mogę zrobić coś, z czym się nie zgodzi moja rodzina, bo to MOJE ŻYCIE i moje konsekwencje. Może konsekwencją będzie foch :-) mojej mamy, może konsekwencją będzie krzywa mina mojej przyjaciółki, a może kilka cichych dni z mężem, a może wszyscy ONI uznają, że faktycznie miałam rację i tak jest lepiej – nikomu nie zaszkodziłam, a jestem szczęśliwsza... może... nie będziesz wiedział, póki nie zaryzykujesz...
I za każdym razem jak czegoś bardzo CHCĘ i nie mogę się zdecydować, zaczynam się zastanawiać CZEGO SIĘ BOJĘ. Co się może stać, jak to zrobię? Jakie mogą być tego konsekwencje? I patrzę, co jest dla mnie do przyjęcia, a co nie. Jeśli któraś z konsekwencji jest zbyt przerażająca, to w pierwszym kroku zastanawiam się, co zrobić, żeby się nie zdarzyła, a potem się zastanawiam, czemu jest AŻ TAK przerażająca.
I za każdym razem znajduję NOWE rozwiązanie, które daje mi to czego pragnę, a zarazem chroni przed ziszczeniem się moich strachów, a jako bonus dostaję wiedzę o sobie. Uzdrawiający i niesamowicie nakręcający proces!
Z całego serca polecam!
Agata









