strona główna   o mnie   linki   przemyślenia   kontakt   
 
 
life coaching     business coaching     executive coaching     
przemyslenia
co nowego

Polecam lekturę Przemyśleń

Takie tam
W poszukiwaniu
Kto, jak nie Ty
O marzeniach
Ale mi ulżyło!
Z szacunkiem Panowie!
Porządki przed wakacjami
Zmiana
Jeden klocek fundamentu

STARSZE ARTYKUŁY

 
Jeśli chcesz otrzymywać informację o nowych "Przemyśleniach" zapisz się na moją listę dystrybucyjną.




 

 

 

« powrót

Alkoholizm - raz jeszcze

Witaj,

Coraz więcej zgłasza się do mnie osób, które mają pośredni lub bezpośredni problem z alkoholem. Są uzależnione lub współuzależnione. To, co mogłabym Wam, współuzależnionym, powiedzieć, to – pozwólcie alkoholikom decydować o sobie. Traktujcie ich jak osoby dorosłe, które wybierają dla siebie jak najlepiej. Absolutnie nie pozwólcie się krzywdzić i walczcie o swoje szczęście i pozwólcie im robić to, na co mają ochotę – PIĆ. Póki SAM ALKOHOLIK nie zdecyduje, że CHCE się leczyć, nikt nie jest w stanie go do tego zmusić, ale nikt z Was współuzależnionych nie musi w tym uczestniczyć, możecie żyć własnym życiem, a ONI własnym, dopóki SAMI nie zdecydują.

Pewna Bardzo Ważna dla mnie Osoba, która jest alkoholikiem napisała tekst, którym chciała się z Wami podzielić, i który w całości zamieszczam.

Przeczytajcie z uwagą, proszę, i zrozumcie – alkoholik, to też człowiek, który decyduje, co jest dla niego najlepsze. Czasami wybiera życie bez alkoholu, a czasami z alkoholem, a wtedy pozwólmy mu żyć tak, jak chce nawet, jeśli wybiera się na dno. To jest najlepsze, co dla nich możemy zrobić.

 

Agata

 

 

W PIJANYM WIDZIE”

         Jestem sama, nie samotna. Chociaż coraz więcej ludzi, których kocham odsuwa się ode mnie. Masz, kochasz, nagle zostałaś sama. Mąż nie żyje. Zostały ci tylko dzieci, które bardzo kochasz. Dzieci dorastają i widzą twój problem – alkohol. Jeden z nich zaczyna „walczyć” – przestaje z tobą rozmawiać. A tak naprawdę jakby nic się nie działo. Spokój, cisza, nie ma krzyku. Jest rozmowa jedynie na szkolne tematy. Drugi, starszy syn niczego nie widzi. To syn mojego nieżyjącego męża. 20 lat temu zostałam z 6 i 12 – letnimi chłopcami. 20 lat wcześniej nie miałam „tego” problemu. Dzieci dorastają, robią różne niespodzianki. Rozmawiam z młodszym synem. Nie jest to przyjemna rozmowa. Widzę swój PROBLEM, ale nie chcę nic z tym zrobić. Oboje płaczemy, ale tak naprawdę na tym się kończy. Są ciche dni. Po jakimś czasie postanawiam coś z tym zrobić. Odtruwam się – dwa razy. Po pierwszym odtruciu wytrzymuję trzy miesiące, drugi jest trudniejszy, tylko miesiąc. Tak jakbym niczego nie rozumiała. Mnie się wydaje, że wszystko ze mną jest w porządku. Ubieram, karmię, jestem bardzo spokojna, rzadko kiedy coś wyprowadza mnie z równowagi. W końcu dzieci są dorosłe. Wyprowadzają się z domu. Młodszy wyjeżdża dość daleko, drugi zostaje w tej samej miejscowości. Starszy syn w końcu zaczyna zauważać mój problem. Zaczyna „widzieć”. Chce mi pomóc. Mnie ta pomoc nie jest potrzebna. Muszę uporać się z tym sama. Ale jest mi tak źle, że nawet nie chcę spróbować. Tak naprawdę jest coraz gorzej. Teraz jestem „bezkarna”., żadnej kontroli, „dozoru”. Jestem sama, nie samotna. Jeśli tak się zdarzy, to tylko przez mój PROBLEM. Urodziła mi się śliczna wnuczka. Nie mieszka wprawdzie w tej samej miejscowości co ja, ale odwiedzali mnie, ja jeździłam do nich, dostawałam zdjęcia. W pewnym momencie zostałam „ukarana”, z własnej woli. Tak bardzo się starałam (tak jak słowa piosenki). Od kilku miesięcy nie mam od nich żadnych wiadomości. Bardzo mnie to boli, ale nie robię nic, żeby to zmienić.

 

Wiem, że jestem sama sobie winna. Zrobiłam swojej najbliższej rodzinie dużo złego. Z jednej strony wszystko rozumiem, ale nie robię nic, żeby to zmienić. Nawet nie próbuję. Nie wiem co dalej będzie!!!?

 

Napisałam to bardzo chaotycznie i skrótowo. Wybaczcie.

 

Pozdrawiam

„Sam alkohol”

 


dodaj komentarz (maks. 255 znaków)*:

podpis*:
e-mail*:
wpisz pierwszy wyraz w tytule tego artykułu:
antyspam*: