strona główna   o mnie   linki   przemyślenia   kontakt   
 
 
life coaching     business coaching     executive coaching     
przemyslenia
co nowego

Polecam lekturę Przemyśleń

Takie tam
W poszukiwaniu
Kto, jak nie Ty
O marzeniach
Ale mi ulżyło!
Z szacunkiem Panowie!
Porządki przed wakacjami
Zmiana
Jeden klocek fundamentu

STARSZE ARTYKUŁY

 
Jeśli chcesz otrzymywać informację o nowych "Przemyśleniach" zapisz się na moją listę dystrybucyjną.




 

 

 

« powrót

Oczy szeroko otwarte

        

         Jakiś czas temu byłam na szkoleniu z optymalizacji procesów – swoją drogą bardzo przydatna metoda (Lean Six Sigma) – podzielono nas na dwie grupy i bawiliśmy się w grę, która polegała na odtwarzaniu źle zorganizowanego procesu. Naszym zadaniem było jak najbardziej go usprawnić. Obydwu grupom to się udało. W naszej grupie byliśmy naprawdę zadowoleni z wyniku – poprawiliśmy efektywność o 300%. Byliśmy bardzo z siebie dumni. Cała radość prysła, kiedy dowiedzieliśmy się, że druga grupa poprawiła efektywność o 370%..... Poczuliśmy wielki niesmak i chcieliśmy za wszelką cenę umniejszyć ich sukces.

Co się stało? Przecież rzeczywistość była taka sama jak przed chwilą – wciąż 300% to wielka rzecz, ale przy 370% już tak dobrze nie wygląda, czyż nie?

 

Czy podobne procesy zachodzą w prawdziwym życiu?

 

Bardzo wstrząsnął mną pewien dokumentalny film, który opowiadał o dziewczynce, która urodziła się bez rąk. Świetnie sobie radziła, zamiast rąk używała ust i nóg – bardzo zręcznie! Rodzice nie litowali się nad nią i traktowali ją jak by traktowali każde inne „normalne” dziecko. Dziewczynka bardzo ładnie rysowała, była radosna i szczęśliwa. Rozwijała się jak inne dzieci. Kłopot zaczął się, gdy w wieku czterech lat poszła do przedszkola, wtedy dopiero dostrzegła różnicę między nią a innymi dziećmi. Przedszkolanki współczuły jej, wyręczały ją we wszystkim. Dziewczynka coraz częściej bywała smutna i zaczęła mówić o braku rąk jako o kalectwie….

 

Obserwuję, co się dookoła dzieje i dochodzę do wniosku, że sam brak lub wynik może być nawet źródłem szczęścia, a dopiero porównanie się z innymi może naprawdę unieszczęśliwić i zabić radość.

Z drugiej strony, jeśli mamy potrzebę porównywania się z innymi, to może warto tę skłonność wykorzystać i zacząć się porównywać z tymi, co mają gorzej … może to jest jakiś pomysł….

 

Do dzisiaj pamiętam koleżankę z podstawówki, której urosła tylko jedna pierś, a lekarze powiedzieli, że niestety druga już nie urośnie. Na nasze pełne współczucia komentarze odpowiadała: „Ja tylko nie mam jednej piersi, są tacy, co mają raka i umierają”.

Cudowne wspierające przeramowanie (zmiana postrzegania tej samej sytuacji).

 

Jak to piszę przychodzi mi na myśl moja przyjaciółka, która jest przez ostatnie lata często doświadczana śmiercią swoich bliskich i dwa tygodnie temu, jak się spotkałyśmy na pogrzebie jej teścia powiedziała: „Myślę, że to była jego świadoma decyzja. Wszystko się dobrze ułożyło, już nie miał się o co martwić, mógł spokojnie umrzeć”.

Czyż ta myśl nie jest wspierająca….?

 

 

Na nowy 2010 rok życzę Ci abyś potrafił znaleźć pozytyw w każdej, nawet najgorszej sytuacji.

Wystarczy, żebyś zapamiętał, że WSZYSTKO DZIEJE SIĘ PO COŚ, sztuką jest DOSTRZEC SENS!

 

 

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Agata

 

 

 


dodaj komentarz (maks. 255 znaków)*:

podpis*:
e-mail*:
wpisz pierwszy wyraz w tytule tego artykułu:
antyspam*: